CELEBRITY
Prawicowy pakt pod patronatem Karola Nawrockiego. Policzyliśmy czy taki sojusz się opłaca
Pakt senacki dał obecnej koalicji rządzącej władzę w Senacie w dwóch ostatnich kadencjach. Po wyborach prezydenckich zaczęły się jednak pojawiać koncepcje, które miałyby przerwać tę passę. Policzyliśmy więc w różnych wariantach, czy potencjalny prawicowy sojusz ma szansę przejąć izbę wyższą parlamentu.
Na fali zwycięstwa Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich w przestrzeni publicznej pojawiła się koncepcja utworzenia senackiego paktu szeroko rozumianej prawicy. Miałby się on wzorować na pakcie zawartym przez partie obecnej koalicji rządzącej, który umożliwił im zdobycie większości w wyborach do Senatu w 2019 i 2023 r.
Strukturalna dyskryminacja mniejszych partii
Senatorowie w Polsce wybierani są w 100 jednomandatowych okręgach wyborczych. Oznacza to, że każdy okręg wyłania tylko jednego swojego przedstawiciela. Taki system faworyzuje największe ugrupowania, a partie z kilku lub nawet kilkunastoprocentowym poparciem zazwyczaj nie mają realnych szans na zdobycie mandatów.
Dobrze widać to na przykładzie wyborów z 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość zdobyło wtedy niespełna 40 proc. głosów, co przełożyło się na 61 mandatów. Platforma Obywatelska, mając niespełna 29 proc. poparcia, wprowadziła do Senatu 34 senatorów. Łącznie obie partie, przy łącznym poparciu 69 proc. wyborców, dysponowały 95 mandatami. Wówczas tylko w jednym okręgu udało się pokonać duopol. Dokonała tego Lidia Staroń w okręgu nr 86 (Olsztyn).